Sumo

Skoro jesteśmy w Japonii, przydałoby się zobaczyć sumo – powiedziała kiedyś O. i zaczęła przeglądać  Internet w poszukiwaniu informacji na ten temat. Nie minęło więcej niż 10 minut gdy okazało się, że na początku stycznia Tokio będzie miejscem rozgrywek krajowych zawodów sumo. Wszystkie bilety były już dawno wyprzedane poza wejściówkami na ten sam dzień za 2200 jenów. Brzmiało to piękne, ale jak zawsze po drodze pojawiały się pewne detale. Pierwszym z nich była ograniczona ilość biletów, drugim zaś czas ich sprzedaży, który został ustalony na godz. 7:45 rano przy okienku największego tokijskiego stadionu.

Choć było niezmiernie trudno, wstaliśmy w zimny środowy poranek o 5:00, aby o 7:15 z zegarkiem w ręku znaleźć się pod kasami biletowymi Ryōgoku Kokugikan w dzielnicy Asakusa, leżącej po kompletnie drugiej stronie Tokio, którą do tej pory zwykliśmy poznać lepiej.

Ciężko powiedzieć czy byliśmy zdziwieni, czy nie, ale docierając na miejsce, nie byliśmy jedynymi zainteresowanymi. W zgrabnych dwóch liniach, nad którymi nadzór sprawowało kilku japońskich pracowników stadionu, czekało już przynajmniej 50 osób. Zaczęliśmy się martwić czy na pewno starczy dla nas biletów, lecz wkrótce dowiedzieliśmy się, że jest ich równo 400, lecz na jedną osobą mógł przypaść tylko jeden bilet. Mieliśmy czekać grzecznie w kolejce, bez typowego dla Polski przepychania, aby otrzymać numerki upoważniające do zakupu biletu w kasie. Około 7:30 przypadły nam numery 83 i 84, zaś 15 minut później otworzono kasy, w których bez żadnych komplikacji dokonaliśmy upragnionej transakcji. W kolejce za nami czekało przynajmniej kolejne 100 osób, dalsze zaś stopniowo nachodziły, aby na ostatni moment dostać bilet na środowe pokazy sumo.dsc_8380dsc_8383dsc_8384

Ryōgoku Kokugikan jest halą sportową otwartą w 1985 roku, która może pomieścić do 11 098 osób w różnych sektorach. Najbardziej ekskluzywne, wydzielone czteroosobowe boksy, znajdują się około 10 metrów wokół centralnej areny. Nieco bardziej żądni wrażeń mogą usiąść zaraz przy macie sumo, lecz Japończycy ostrzegają, że nie jest to dobry pomysł dla osób, które nie przepadają za wylatującymi z areny jak kłody drewna, ważącymi przynajmniej 100 kilo, zawodnikami sumo. Nam przypadły miejsca w końcowym rzędzie, lecz dzięki dobremu rozkładowi całej hali, było z nich widać wszystko z dobrej perspektywy.dsc_8388dsc_8406dsc_8409dsc_8476

Gdy wczesnym rankiem weszliśmy do hali, nie było w niej nikogo poza turystami i japońskimi dziadkami, którzy zdecydowali się spędzić cały dzień na jedzeniu ryżowych chrupków, popijaniu sake z kartonika i oglądaniu walk zapaśników. O 8:45 zaczęły się kwalifikacje młodzików, które poprzedziły skrupulatne przygotowania areny. O czym wcześniej nie wiedzieliśmy, mata była gliniana, posypana piaskiem, zaś koło wyznaczające jej granice miało średnicę zaledwie 4,5 metra.dsc_8412dsc_8416dsc_8424dsc_8454dsc_8469

Po wyjściu na środek areny i zajęciu miejsc przy macie kilku zawodników sumo, rozpoczęły się rozgrywki. Każdorazowo walkę sumo poprzedza krótka ceremonia, która nie uległa zmianie od setek lat. Bezstronny zapowiadający występuje za środek maty i śpiewnym głosem oznajmia szczegóły nadchodzącego starcia, podając imię i nazwisko, a także dom sumo obu zawodników. Gdy słyszy się to po raz pierwszy, wydaje się to nieco komiczne, jednak w dłuższej perspektywie należy stwierdzić, że znacząco urozmaica to całość zawodów i ich specyficzny, bardzo tradycyjny charakter.

Obaj wywołani zawodnicy wspinają się następnie po schodkach na matę i zajmują miejsca na jednej połówce odwodu koła. Tuptając nogami i przedziwne wykonując gesty rękoma, starają się prosić bogów o pomyślność oraz zwycięską walkę. Zwycięstwo ma w walkach sumo niejedno imię. Przede wszystkim należy wypchnąć przeciwnika poza granice maty, aczkolwiek utrata równowagi skutkująca upadkiem również zaliczana jest jako porażka. W razie wątpliwości dotyczących konkretnych sytuacji – który zawodnik wypadł z maty jako pierwszy lub upadł z powodu wypchnięcia przeciwnika, wszelkie spory rozstrzyga czwórka sędziów siedzących na dole kwadratowej areny na każdym z czterech boków. Po uzgodnieniu stanowiska werdykt ogłaszany jest przez sędziego głównego, który jednocześnie podaje wyczerpująco motywy podjęcia takiej decyzji. Zawodnik sumo nie ma prawa zakwestionować tej decyzji, ani wyrazić swojego sprzeciwu, gdyż grozi mu za to dyskwalifikacja.

Walkę dwóch zawodników sumo nadzoruje specjalny sędzia, który jako jedyny znajduje się na macie podczas starcia. Jego kolorowy ubiór i czarna czapka nawiązują do tradycyjnych japońskich wzorów. Zadaniem sędziego z maty jest czuwanie nad prawidłowym początkiem walki, tj. falstartem któregoś z zawodników. Gdy już obaj znajdą się w śmiertelnym uścisku, oznajmia głośno publiczności, że nadchodzi przesilenie. Gdy w końcu jeden z zawodników wypycha drugiego z maty, stwierdza jego zwycięstwo i wręcza mu biały talon gratulacyjny. Niełatwo jest być sędzią na macie. Zawodnicy sumo faktycznie ważą swoje kilogramy, a ich wielkie ciała często charakteryzują się dużą bezwładnością. Sędzia nie tylko musi znajdować się blisko akcji, ale także musi nieustannie uciekać przed zagrożeniem. No i rzecz jasna musi pamiętać o tym, aby nie przeszkadzać zawodnikom. 🙂

Walki młodzików, choć były pierwszym sumo, które widzieliśmy na własne oczy, nie były specjalnie emocjonujące. Pojedynki chłopców w wieku od 16 do 21 lat kończyły się często jednostronnymi zwycięstwami grubszych stron. Niektóre przepychanki nie trwały nawet dwóch sekund, dlatego stwierdziliśmy zgodnie, że będziemy kibicować stronie, która wygląda na słabszą. Nie było w tym jakiejś większej filozofii, bardziej litość nad biedą i z góry przegraną walką. O 9:40 wyszliśmy z obiektu, gdyż mieliśmy inne plany przed popołudniowym finałem, który został zaplanowany na godzinę 15:30.

Wracając na miejsce już po obiedzie i wizycie w centrum Tokio, weszliśmy ponownie do Ryōgoku Kokugikan bez żadnej kolejki, pokazując dwie pieczątki na ultrafiolet na nadgarstkach, które przybili nam ochroniarze wczesnym rankiem podczas pierwszej wizyty. Spodziewaliśmy się, że będzie dużo ludzi, lecz widok zapełnionej hali robił piorunujące wrażenie. Spośród ponad 11 tys. miejsc zajętych było około 90%, kolejne osoby zaś dochodziły do swoich miejsc. My także zajęliśmy swoje i idąc za przykładem Japończyków, kupiliśmy sobie piwo i orzeszki dla lepszego widowiska. 😉dsc_8480

Zawody seniorów zasadniczo różnią się od zawodów młodzików. Wszystko wydaje się tutaj takie poważne. Ceremonia otwarcia, prezentacja podczas której zawodnicy noszą długie materiałowe szaty ze swoimi symbolami rozpoznawczymi, krótkie deklamacje sędziowskie – całość robi wrażenie bardzo tradycyjnego widowiska tylko przypadkiem rozgrywającego się w XXI wieku.

Po prezentacji i zakończeniu wszystkich zapowiedzi domów sumo, do akcji wkroczyli sami zawodnicy, którzy przed każdą walką tupali, stąpali, klepali się po swoich wielkich i grubych cielskach, prosząc o pomyślność podczas nadchodzącego meczu. Korzystając z rogów maty jako miejsc przygotowania, brali garść grubej białej soli i rozsypywali ją na macie na znak oczyszczenia przed złymi demonami. Stając naprzeciwko siebie nierzadko po chwili znów wstawali, aby powtórzyć tą ceremonię. Niektóre przygotowania trwały nawet do trzech minut, podczas których zawodnicy trzykrotnie sypali solą, pokazywali swoje wielkie ciała i mobilizowali się do wysiłku. Wysiłku, który jak już się rozpoczął, średnio trwał około sześć sekund. Zaledwie tyle trwają walki profesjonalnych zawodników sumo. Kluczowe są pierwsze dwie sekundy, podczas których jeden z zawodników osiąga przewagę pozycji na ciasnej macie. Reszta to kwestia siły, sprytu i wyczekania przeciwnika. Widzieliśmy dużo walk i ciężko jest podać jedną konkretną zwycięską taktykę. Wygrywali zawodnicy grubsi, zawodnicy szybsi, a także tacy, którzy używali swojej głowy. Wbrew temu co początkowo mogło się wydawać, sumo też mają swoje tajne triki, które potrafią być naprawdę efektywne, i co najważniejsze, bardzo efektowne. Nierzadko cała hala zawodziła z podziwu nad nagłą zmianą na macie albo dłuższym okresem siłowania się bez przewagi jednego z zawodników. Jedna walka trwała aż 20 sekund. 20 sekund ciągłego przepychania dwóch gości ważących na oko 150 kilo nie można całkowicie zignorować.dsc_8492dsc_8500dsc_8503dsc_8512dsc_8517dsc_8520dsc_8551dsc_8554dsc_8563

Zawody zakończyły się punktualnie o 18:00, zaś ceremonię zamknięcia poprzedziła ostatnia, finalna walka. Wiele osób czekało na nią z wielkim napięciem, z końców hali słychać było okrzyki bojowe. Nie wiem kto komu kibicował, ale sama walka nie była w ogóle ekscytująca, gdyż jeden z zawodników wypchnął drugiego poza ring w niecałe pięć sekund bez większego trudu. Aby uniknąć tłumów, wyszliśmy jednym z bocznych wejść. Niewiele to dało, bowiem na drodze prowadzącej do stacji JR szły już setki Japończyków. Jeszcze w pociągu można było poczuć atmosferę zakończonych zawodów, choć z każdym przystankiem tłum się przerzedzał aż w końcu znikł. Dzień rozpoczął się od wczesnoporannej pustki i zakończył się na wieczornej ciszy, cały wypełniony był masą wrażeń i emocji.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s