Nara

Przedostatni dzień pobytu w Kioto zdecydowaliśmy poświęcić na zwiedzenie Nary. Jako miłośnicy zwierząt nie mieliśmy za dużego wyboru- daniele, które chodzą ulicami w centrum miasta, zabytki i historia – to brzmiało jak japoński raj. Z naszej stacji jechaliśmy pociągiem ok. 45 minut, czyli mniej więcej tyle ile zajmuje przejazd do centrum Wrocławia w korkach. Niektórzy mieszkańcy Kioto (Kiotijczycy? Kiocijczycy?) jeżdżą do pracy do Nary, jednakże tym razem pociąg był praktycznie pusty. Poranne słońce mocno już grzało, mimo października temperatura oscylowała w okolicy 20 stopni Celsjusza. Po drodze nasze oczy cieszyły urokliwe pejzaże japońskiej “wsi” z górami w tle.dsc_7395 Nie zdążyliśmy dobrze wysiąść z pociągu, a porwał nas tłum zmierzający w stronę historycznej dzielnicy. Zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej powitały nas wielkie czarne nosy wtykające się w każdą szczelinę i usiłujące biciem głową wymusić chrupka. Jeśli chrupka nie macie ze sobą, bez obaw – stare Japonki pamiętające samurajów sprzedają na malusich stoiskach całe paczki. Oczywiście i my musieliśmy nabyć, no bo jak to, nie nakarmić jelenia? A france są zachłanne, tylko by żarły i żarły, nie mogliśmy nadziwić się ich nienasyceniu. Po ok. 20 minutach już oswoiliśmy się z tym, że gdziekolwiek by się nie ruszyło to podąża za Tobą brązowy cień na chudych nóżkach, który patrzy ze zdegustowaniem na Twoją torbę i mimo, że tłumaczysz mu w najprostszych słowach, że nie masz już chrupa, on zdaje się Ci nie wierzyć. Ciamajdy te mają jedną zaskakującą umiejętność – do perfekcji wręcz opanowały kłanianie się, więc jeśli ktoś marzy o dworskich manierach – voilà! Jelonki przychodzą z pomocą. Oczywiście my jak przystało na zapalonych turystów kłanialiśmy się co rusz, co wyglądało z boku zapewne jak dziwny taniec godowy. dsc_7400dsc_7403dsc_7438dsc_7446dsc_7461dsc_7473

Kawałek za pierwszym jeleniowym skwerem trafiliśmy na festiwal food trucków. No bajka, coś co tak lubimy w Polsce a tu nagle wydanie japońskie! Niestety byliśmy po śniadaniu, więc nie byliśmy specjalnie głodni, ale nie odmówiliśmy sobie po chrupiącej słodkiej bułeczce na jednym ze stoisk.dsc_7427dsc_7428dsc_7430

Zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej znajdowało się wejście do parku – wyjątkowo jak na Japonię – darmowe. Stwierdziliśmy, że musimy go zobaczyć, także dziarsko ruszyliśmy w stronę bramy. Park okazał się niezwykle urokliwy i pusty, można było się poczuć jak w bajce braci Grimm, gdzie po lesie hasają różne stworki, a zwierzęta żyją z nimi w niezwykłej symbiozie. Tym razem daniele żyły w symbiozie z nami, a my wcieliliśmy się w rolę krasnoludków. Co ciekawe, mimo tego, że w centrum widok jeleni robił dziwne wrażenie, bo z jednej strony nowoczesność, kable, szkło, a z drugiej zagubione trochę zwierzaki, o tyle w parku mieliśmy wrażenie wejścia do trochę innego świata, w którym to my byliśmy intruzami. Jakby za magiczną kotarą daniele wiodły swoje spokojne życie i z łaskawą powagą patrzyły na gości, nie żebrząc już, a jedynie dumnie przechadzając się po mchu. Warto też zwrócić uwagę, że w zasadzie na każdym kroku można spotkać znaki mówiące o tym, że zwierzęta te nie są udomowione, a dzikie, że nie należy ich zaczepiać a jedynie czekać aż one podejdą do nas. Widać przez to, kto tak naprawdę rządzi w Narze.dsc_7478dsc_7484dsc_7486dsc_7488dsc_7490dsc_7501dsc_7503dsc_7516dsc_7519dsc_7526

Z parku poszliśmy w górę, razem z tłumem ludzi, ku świątyniom. Powitała nas niesamowicie malownicza droga, znów sprawiająca wrażenie jakby ją wyrwano ze świata magii. Była jakaś analogia pomiędzy Fushimi Inari a tą ścieżką, z tym, że tutaj tej aury dodawały kamienne posągi i daniele wyglądające ciekawie na turystów. Niektóre co śmielsze osobniki wychodziły na drogę, stawały na środku i zdawały się mówić „ Witajcie w mojej krainie człowieki!”. Jelenie i ludzie mieszkający w mieście wspaniale koegzystują – zwierzęta zaglądają ciekawie do sklepów, w poszukiwaniu ciastek a sprzedawcy podchodzą do nich jak do ważnych klientów. Świątynia, do której dotarliśmy robiła spore wrażenie, szczególnie zważając na to, że było z niej przepięknie widać panoramę Nary. Miłym akcentem była izba, w której podróżnik spragniony po wspinaczce mógł odpocząć i napić się darmowej zielonej herbaty. Niestety nie dotarliśmy do słynnego posągu Buddy, po całym dniu wędrówki byliśmy już zbyt zmęczeni, a po błądzeniu wśród stromych uliczek zorientowaliśmy się dopiero na dole, że ominęliśmy tą atrakcję. Udało nam się za to trafić do niezbyt znanego pasażu, w którym próżno szukać było turystów, a gdzie co krok wystawiali się lokalni artyści ze swoimi dziełami. Można było znaleźć tam cuda, karykatury kotów, miniaturowe jedzenie, skórzane kapcie, indiańskie łapacze snów. Spędziliśmy tam dobre 1,5 h, zanim postanowiliśmy coś zjeść i następnie – ruszyć w drogę powrotną.dsc_7532dsc_7536dsc_7544dsc_7550dsc_7552dsc_7562dsc_7580dsc_7585dsc_7586dsc_7592dsc_7600dsc_7601dsc_7605dsc_7606dsc_7611dsc_7615dsc_7622dsc_7623dsc_7625dsc_7628dsc_7630dsc_7636dsc_7639

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s